Bitwa spotkaniowa pod Prochorowką
„Bitwa spotkaniowa pod Prochorowką łączyła w sobie dwie cechy jednocześnie była to bitwa stali, motorów i techniki, która zarazem wyładowywała w walczących żołnierzach radzieckich jakąś niesłychaną, żywiołową bojowość. Pomieszały się pułki i bataliony pancerne z jednostkami piechoty i artylerii, a gwałtowność bitwy przypominała starcie średniowieczne. Dochodziło nawet do taranów czołgowych, a taran to prawie pewna śmierć atakującego i atakowanego. Tylko w najwyższej pasji bojowej żołnierz w naszym kręgu cywilizacyjnym zdobywa się na czyn samobójczy, żeby zapewnić zwycięstwo.
Pod koniec dnia 11 lipca przeszło 400 spalonych lub unieruchomionych czołgów niemieckich pokryło pole bitwy. I chociaż niemało maszyn radzieckich pozostało na placu, natarcie niemieckie traciło wyraźnie na sile i rozmachu. Co dziwniejsze, że to samo zjawisko można było zaobserwować na północnym, jak i na południowym placu boju.
Dlaczego tak się działo
Dopiero dziś możemy odpowiedzieć na to pytanie. Oto w dniu 13 lipca obaj dowódcy głównych zgrupowań niemieckich, marszałkowie Kluge i von Manstein, wezwani zostali pilnie do Loetzen, do Kwatery Głównej Hitlera. Odbyła się tam tragiczna rozmowa. Hitler odwołał natarcie na Kursk i rozkazał przerzucić pewną część oddziałów do Włoch. Lądowanie aliantów na Sycylii wywołało u fuhrera paroksyzm wściekłości i strachu. Na próżno wskazywali feldmarszałkowie na początkowe sukcesy pod Kurskiem, które trzeba było rozwinąć. Na próżno dowodzili, że sami nie byli zdecydowanymi zwolennikami tego ryzykownego natarcia, lecz obecnie nie wolno odbierać mu tchu, wręcz przeciwnie — trzeba rzucić jeszcze większe siły. Hitler był nieubłagany. „Nie dam wam ani jednego człowieka więcej, ani jednej maszyny! — krzyczał w najwyższej pasji. — Trzeba było nacierać szybciej i bardziej zdecydowanie, zawsze mówiłem, że to wy mnie powstrzymujecie!"“(11)