Rozkaz ten który jak się
„Rozkaz ten, który, jak się dowiedziałem później, w swym pełnym brzmieniu już dnia 14 września likwidował fikcję frontu południowego, dotarł do mnie jako krótka notatka, spisana przez lotnika, który w paru zdaniach streścił najważniejszą, jego zdaniem, dyspozycję, dotyczącą odmarszu na Dniestr. Dopiero dnia następnego, już pod Rzęsną Ruską, mogłem uznać się za uwolnionego formalnie od troski o armię „Kraków", która wobec przekroczenia granicy przez wojska sowieckie miała samodzielnie przejść na Węgry czy też do Rumunii.
Większość stronic tej książki wypełniają opisy walk, stoczonych przez grupę wojsk, na których czele torowałem sobie drogę z Przemyśla do Lwowa. Przebiliśmy się przez pierścień wojsk niemieckich trzykrotnie pod Przemyślem, pod Jaworowem, pod Janowem. Ale u bram Lwowa tchu nam zabrakło. Zrobiliśmy bodaj wszystko, co było w naszej mocy, a jednak wykonanie planu, nakreślonego przeze mnie dnia 12 września, w końcu zawiodło. Przede wszystkim połączenie się obydwu armii w rejonie Jaworowa nie doszło do skutku. Sądzę jednak, że rozkaz mój, wysłany ze Lwowa 12 września wieczorem, dotarł do rąk generała Szyllinga, gdyż z jego własnych słów wynika, że dążył do mnie, ale „już sił nie starczyło, już było za późno..." W ten sposób powstała w moim planie pierwsza szczerba, bardzo poważna. Trzeba było wykonywać go częściowo i trochę inaczej, aniżeli pierwotnie zamierzałem. Oswobodzenie Lwowa i złączenie rozdzielonych dotychczas sił armii „Karpaty" pozostawało jako cel nie zmieniony i najbliższy; połączenie się z armią generała Szyllinga, poprzednio przewidziane jako pierwszy punkt programu, wypadało przesunąć do rejonu Lwowa.“(1)
| Skąd taki skarb >>>>